Na stronie używamy plików cookie, pozostając na niej wyrażasz zgodnę na ich stosowanie. Więcej możesz przeczytać tutaj



Wszystko - jak zwykle - zaczęło się w Afryce. Pewien kraj zaczął prowadzić badania nad wpływem uzupełnienia niedoborów pokarmowych na AIDS. Były to jedyne tego typu badania na świecie - nigdy wcześniej ani potem tego nie robiono. Co z tego, że w zasadzie wszyscy chorzy mają niedobory, witamin nie da się opatentować, więc otoczmy je murem milczenia. Udawajmy, że tego nie ma. Afryka stała się bardzo niewygodna. Rząd tego kraju wkrótce został obalony, wszystkie gazety zaczęły się rozpisywać, jaką straszną zbrodnię tam popełniono, no ale - na szczęście - badania zostały przeprowadzone i znamy ich wyniki. Ciekawostka - w zespole naukowców była Polka.

Najciekawsze z badań dotyczyło wpływu... aspiryny. Tak, zwykłej aspiryny, tej którą można bez recepty kupić nawet w sklepach spożywczych. Porównywano skuteczność podawania tego prostego środka oraz oficjalnej terapii ARV. Dlaczego akurat aspiryna? Ponieważ likwiduje ona stany zapalne, jednocześnie nie blokując wytwarzania przeciwciał.

Co było (dla myślących) do przewidzenia, aspiryna podniosła poziom CD4, w ciągu kilku miesięcy średnio skoczyło o 400. W końcu praktycznie wszyscy chorzy na AIDS mają potężną ilość stanów zapalnych i ogólnie wysoki poziom stresu oksydacyjnego, czemu aspiryna potrafi przeciwdziałać. A CD4 nie będą produkowane przez organizm, który jest poddany takim stresom. Proste i logiczne. Co jednak totalnie zaskoczyło naukowców - terapia aspiryną zlikwidowała seropozotywność. Co prawda dalej można było wykryć wirusa we krwi chorych (co jednak nie jest niczym wyjątkowym, wirusa można wykryć w jakimś stężeniu we krwi niemal każdego człowieka), ale testy Western - Blot zaczęły dawać wyniki negatywne. W ciągu 6 miesięcy WSZYSCY chorzy stracili reakcję na antygen p24

Sprawę oczywiście szybko zamieciono pod stół, badanie zostało opublikowane, ale nie uczy się o nim studentów medycyny, nie wspomina w oficjalnej prasie medycznej. Praktycznie żaden lekarz o nim nie wie. Potem wychodziły dalsze historie tego typu - przypadkiem podano chorym na AIDS, którzy jednocześnie byli chorzy na zapalenia stawów, inny lek przeciwzapalny. Jakież było ich zdziwienie, gdy w ciągu kilku miesięcy poziom CD4 niemalże wrócił do normy. Było to swego czasu dość szeroko komentowane w środowiskach chorych za granicą, obecnie - z tego co widzę - pousuwano co trzeba i ciężko nawet teraz znaleźć nazwę tego leku.

Ja osobiście aspiryny bym nie ruszał, chyba że nie miałbym innego wyjścia. Ma jakieś skutki uboczne. Niewielkie bo niewielkie, statystyczny Polak łykający aspiryne pożyje dłużej niż jego sąsiad, który nie łyka - ale jednak aspiryna potrafi nawet zabić na skutek reakcji alergicznej. Terapie opisywane tutaj nie mają skutków ubocznych. Co więcej, aspiryna nie rozwiązuje problemu, tylko odsuwa go w czasie. Jednak gdyby ktoś był już na skraju, tygodnie dzieliły go od konieczności przyjmowania leków, albo po prostu chciałby "kupić" trochę czasu, aby zadziałały terapie naturalne (np uzupełnienia kwasu gamma - linolenowego olejem z wiesiołka zajmuje przynajmniej kilka miesięcy), wrzucam informację. W końcu na żadnym oficjalnym portalu koncernów farmaceutycznych, ani na żadnym "normalnym" forum tego typu informacji nie znajdziecie.