Na stronie używamy plików cookie, pozostając na niej wyrażasz zgodnę na ich stosowanie. Więcej możesz przeczytać tutaj



Jak zaczęła się moja "przygoda" z AIDS? Nie, nigdy nie byłem zarażony, nie znam też osobiście nikogo zarażonego. Ale interesuję się medycyną alternatywną i wszelkimi ciekawostkami. Jak pierwszy raz usłyszałem teorię Duesberga, to ją wyśmiałem. Fakt, że przedstawiono mi ją wtedy w formie dość groteskowej - "Bóg się mści na gejach i narkomanach za grzechy" czy coś takiego. Wiele, wiele lat później bliżej zainteresowałem się medycyną, zobaczyłem jak genialnym naukowcem był Duesberg, jak genialny był Mullis - jeśli takie osoby mówią, że HIV / AIDS to ściema, warto się temu przyjrzeć.

I przyjrzałem się. Jak przystało na racjonalistę, człowieka ktory uczył się na uniwersytecie metodologii - sztuki oceniania dociekań naukowych - przede wszystkim sprawdziłem, co oficjalna nauka mówi o Duesbergu, Mullisie i ich teoriach. Sprawa jest o tyle prosta, że oficjalne stanowisko jest podane na dziesiątkach stron internetowych oficjalnych instytutów badawczych - gdzie wypisano, jedno po drugim, dziesiątki badań niezbicie dowodzących, że AIDS jest wywołane HIV i tylko HIV.

No coż, brzmiało logicznie, z badań na pierwszy rzut oka faktycznie wynikało to, co wynikało. Czyli wygląda na to, że Duesberg i Mullis bredzą. Ale nie po to przez całe lata uczyłem się metodologii za pieniądze podatników, żeby na tym poprzestać. Miałem w rękach potężne narzędzie - mogłem przyjrzeć się tym badaniom i je ocenić.

No i się przyjrzałem. To był koszmar. Każde jedno badania zawierało skrajnie rażące błędy, tak potężne, że teoretycznie co bardziej rozgarnięty dzieciak powinien je wyłapać. Włos się na głowie jeżył - jak taki bełkot może służyć za podstawę współczesnej medycyny?!

Aby nie być gołosłownym, przykłady kilku badań i wykazanie błędów w nich występujących:

Słynne badania magazynu Men's Health, będące "ostateczną" odpowiedzią na tezę Duesberga - w badaniu tym wykazano, że wśród gejów zażywających narkotyki zachorowania na HIV / AIDS są tak samo częste, jak wśród gejów nie zażywających narkotyków. No, jest niewielka różnica, ale mało znacząca. Widziałem badanie, wszystkie wykresy, wszystko OK, no prawie mnie przekonało. Zajrzałem głebiej.

I tu powinno się każdemu zapalić światełko ostrzegawcze. Przecież HIV, co wielokrotnie wykazały badania, jest przenoszone głównie poprzez zażywanie narkotyków! Igła, wirus, tego uczą w szkołach - co jest? Jak to możliwe, że narkomani się nie zarazili? Przecież oni powinni chorować wielokrotnie częściej chociażby z powodu większego ryzyka infekcji! Odpowiedź jest prosta - w badaniu tym, będącym jednym z koronnych argumentów przeciw tezom Duesberga, sprawdzono... stan zdrowia użytkowników marihuany. Kompletnie zignorowano te narkotyki, które faktycznie uszkadzają odporność, skoncentrowano się na trawce.

Jedno z pierwszych badań - często przytaczana historia sześciu mężczyzn, którzy zarazili się u pozytywnego dentysty. Trzech z nich oraz dentysta zmarli na AIDS. Jako że główna tezą Duesberga było "Nie umierają ludzie, którzy nie są z grupy ryzyka", śmierć czterech z siedmiu zarażonych powinna być w zasadzie dowodem. Na bardzo małej grupie, ale jednak dowodem.

Co się jednak okazuje? Szeroko zakrojone badania wykazały, że dentysta chory na HIV nie zaraża pacjentów. To się po prostu nie zdarza. No ale może to było dawno temu, nie wiedziano, nie stosowano zabezpieczeń... przyjrzyjmy się tej grupie. Czterech z siedmiu zarażonych przez dentystę zmarło na AIDS, ludzie spoza grupy ryzyka. Pierwsza osoba, sam dentysta. Był gejem. Druga - zaczął żażywać AZT zanim zachorował. AZT w dawkach jakie wtedy stosowano zabijało częśc pacjentów w kilkanaście miesięcy z objawami AIDS. Trzecia - karany za handel narkotykami, znany homoseksualista. Czwarta - uzależniony od twardych narkotyków. Spoza grupy ryzyka my ass...

Kolejne "niewątpliwe" badanie, grupa niemowlaków została zainfekowana poprzez kontakt z krwią hemofilika zaraz po porodzie. Zachorowały na AIDS. No dowód jak w mordę strzelił. Przyglądamy się bliżej i... wszystkie dzieci zostały poddane terapii silnymi lekami antyretrowirusowymi zanim zachorowały. A faktem jest, że takie leki po prostu zabijają, dając do tego objawy zbliżone do AIDS. A stosuje się je tylko dlatego, że bez ich zastosowania AIDS zabiłoby szybciej, niż one. Oczywiście wielu pacjentów podniesie zaraz krzyk - że jak to, oni tyle lat biorą i żyją, znają ludzi którzy tyle lat biorą i żyją... doprawdy dziwne by było, gdyby głos zabrały osoby zabite przez te leki. Przecież one nie żyją.

Zdjęcia wirusa HIV wyprodukowanego przez komórki odpornościowe. No przecież sam się nie wyprodukował, prawda? Błąd. Sam się wyprodukował. Te "wirus" powstają tylko wtedy, gdy podda się komórki odpornościowe działaniu silnego środka mutagennego. Takim środkiem można prowokować komórki do "produkcji" milionów nie istniejących w naturze struktur wirosupodobnych. Nigdy nie znaleziono wirusa wyprodukowanego przez komórkę w sposób naturalny. Wyjaśnia się też problem braku struktur na powierzchni wirusa HIV, które miałyby mu umożliwić infekcję komórki. Naukowcy nie są w stanie domyśleć się, jak on to robi, jak infekuje skoro nie ma struktur. A przecież mają jego zdjęcie. Tylko żę to nie jest zdjęcie wirusa z krwi pacjenta, to jest zdjęcie sztucznego tworu z laboratorium. Taką samą procedurę (silne mutageny i substancje, które umożliwiają każdej cząsteczce przeniknęcie przez błonę komórkową, czyli każdą zamieniającą w wirusa) zastosowano aby "udowodnić", że wirus jest w stanie infekować komórki i się w nich namnażać.

Coś, z czego badzo mało osób zdaje sobie sprawę - oficjalne stanowisko utrzymuje, że wzrost CD4 po podaniu leków antyretrowirusowych jest dowodem na to, że to wirus HIV jest przyczyną ich spadku. Jest tu kilka błędów. Po pierwsze, wzrost CD4 powinien być błyskawiczny - w miesiąc czy dwa do poziomu wyjściowego. Tak się nie dzieje, a bardzo często CD4 dalej spadają pomimo praktycznie ZEROWEGO stężenia wirusa HIV we krwi. Po drugie, wiadomo, że szereg innych wirusów może powodować spadek CD4 - czy to wywołując stany zapalne zatrzymujące produkcję, czy w inny sposób. Terapia ARV zabija je wszystkie, przy okazji zabijając wiele innych patogenów. A najważniejsze - leki ARV zatrzymują zegar biologiczny limfocytów. Limfocyt CD4 po prostu nie może umrzeć ze starości. Logiczne więc jest, że poziom tych limfocytów zacznie POWOLI rosnąć, jeśli leki po prostu sprawiają że limfocyty przestają obumierac i mamy coraz więcej starych - a szybko rosnąć, jeśli leki sprawiają że coś zabijające limfocyty znika. Poziom rośnie bardzo powoli, więc taki wzrost CD4 po zastosowaniu terapii aretro raczej byłby dowodem na coś zupełnie innego, niż twierdzą ich sprzedawcy.

Historia Christine Maggiore i jej córki, ciągle nagłaśniana i przytaczana. Oficjalna wersja nieco rózni się od tego, co było naprawdę - Maggiore nawet wygrała proces i odszkodowanie za zniesławianie i pisanie bzdur, ale co z tego - dostała odszkodowanie, a wersja nie do końca prawdziwa dalej krąży po świecie.

Christine uznała, że coś jest nie tak - po pierwsze czuła się doskonale, dopóki nie zaczęła brać leków. Po drugie, wszyscy jej znajomi również mieli doskonałe zdrowie, póki nie zaczęli brać leków (wtedy stosowano leki po pozytywnym teście HIV, a nie dopiero po spadku odporności, na dodatek stosowano wielokrotnie większe dawki niż dziś). Lekarze mówili jej, że umrze w ciągu kilku miesięcy, jeśli te leki odstawi, ale będzie żyła może nawet dwa lata, jeśli będzie je grzecznie brała. Faktycznie jej znajomi którzy grzecznie zażywali leki żyli rok - dwa i umierali. Ona odstawiła. Przeżyła 16 lat, 14 lat dłużej niż lekarze dawali jej na lekach, 15,5 roku dłużej, niż wyrokowano jej bez leków. Tego nie słyszeliście, prawda? Nagłośniono jedynie "zmarła, bo odstawiła leki".

Ale ciekawszy jest przypadek jej córki. Christine urodziła dwójkę dzieci, odmawiając przyjmowania leków które mają chronić przed zarażeniem dziecka. Uzasadniała to tym, że te leki silnie uszkadzają dziecko (co jest prawdą, te dzieciaki bardzo często rodzą się upośledzone), a jednocześnie nikt jej nie był w stanie przedstawić dowodu, że HIV zabija. No bo jak, miała żyć 6 miesięcy i być coraz bardziej chora, żyje kilkanaście lat i jest zdrowa.

W pewnym momencie dziecko zachorowało i zmarło. I tu pojawiają się schody. Wg oficjalnej medycyny - na AIDS, a konkretnie na wywołane nim zapalenie płuc, wg Christine i lekarzy z kręgu alternatywnego - na skutek reakcji alergicznej. Podsumujmy fakty. Trzech niezależnych lekarzy osłuchiwało dziewczynkę. Żaden z nich nie znalazł śladu zapalenia płuc. W sekcji zwłok nie znaleziono śladu stanu zapalnego w płucach. Wg oficjalnej medycyny dziewczynka zmarła na zapalenie pluc, które były osłuchiwane przez 3 niezależnych lekarzy i uznane za kompletnie czyste, które nie było nawet widoczne na sekcji zwłok. Raport sekcji zwłok jest publiczny, każdy może go przeczytać. Stoi jak byk napisane - płuca czyste. Nigdy nie wykazano żadnym testem, że dziewczynka była nosicielem HIV (za to niezbicie było widać, że dziecko miało problemy zdrowotne - potworną anemię). Zarówno opis choroby, zgonu jak i pozostałe wyniki sekcji zwłok też wskazują raczej na reakcję alergiczną na antybiotyk.

Sama Maggiore zmarła parę lat później, znów wg oficjalnej medycyny - na AIDS (zapalenie płuc). Ale znowuż "zapomniano" dodać, że zmarła po specyficznej alternatywnej kuracji oczyszczającej, która bardzo osłabia organizm - wielokrotnie były opisywane przypadki ciężkich zachorowań a nawet zgonów na zapalenie płuc po jej przeprowadzeniu u osób całkowicie zdrowych. Christine była fanatyczną wyznawczynią wszystkiego, co alternatywne - nieważne, jak głupie. Dzieci trzymała na skrajnej diecie (stąd anemia i osłabienie córki), siebie również, metody które stosowała były wiele razy opisywane jako bardzo groźne dla zdrowia.

W przypadku Maggiore bardzo ciężko ocenić, co tam się naprawdę stało. Fakty są zbyt sprzeczne ze sobą, jest ich zbyt wiele. Podałem je wszystkie, jako że oficjalne źródła podają kilka wybranych najbardziej pasujących do teorii HIV / AIDS, kompletnie ignorując wszystkie pozostałe - i krzyczą w głoś, że Maggiore na pewno, na 100% zmarła na AIDS skracająć swoje życie o wiele lat, a także na pewno, na 100% zabiła swoją córkę.

I tak było w zasadzie w każdym przypadku - ludzie spoza grup którzy otrzymali AZT gdy byli całkowicie zdrowi, zachorowali majac pełne objawy zatrucia AZT - i nagłośniono to jako "dowód" na nieuchronność powstania AIDS u zarażonych HIV spoza grup ryzyka, totalnie przekłamane badania dotyczące zależności narkotyków z odpornością, błędy metodologiczne w badaniach nad samym wirusem, dowód na to że leczący się ludzie żyją dłużej od nie leczących się - porównując leczących się ludzi którzy nie zażywają narkotyków z nie leczącymi się narkomanami i tak dalej.